środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 8

       Annabel szybko zasnęła. Kiedy opowiadała Timy'emu o Dylanie, czuła jak wszystko do niej powraca, te nieprzyjemne odczucia, smutek i rozpacz z powodu śmierci ukochanej osoby. Od wypadku chłopaka minęły 3 lata, jednak dzięki studiom, a przede wszystkim związkowi z Timy'm prawie zapomniała o przyjacielu z dzieciństwa. Prawie, bo każdego roku w dzień jego urodzin, niestety również dzień śmierci chodziła na cmentarz i kładła na jego grobie białą różę. Pokochała go. Lecz to uświadomiła sobie dopiero po jego śmierci. Na prawdę go kochała, a traktowała jak przyjaciela. Timy nie przejął się wyznaniem dziewczyny. Nie mógł być zazdrosny, bo tego chłopaka już nie ma i nigdy nie będzie. Pewnie jeszcze coś do niego czuje, ale z pewnością jest to niewielka iskierka, która gdzieś znika pośród spraw i problemów życia codziennego. Szkoda tylko, że zabroniła mu jeździć na motorze. Według Timy'ego, ten koleś był idiotą. Najpierw mógł się nauczyć jeździć, a potem popisywać na mieście. Pewnie lepiej by się dla niego skończyło. On sam już postanowił. Nie zrezygnuje z motoru. Co prawda okłamał Annabel, ale jego zdaniem łatwo będzie to ukryć. Dziewczyny nie ma przez cały tydzień, więc nie ma możliwości, żeby się dowiedziała, chyba, że ktoś jej doniesie, co uważał za mało prawdopodobne.
       Timy obejrzał jakiś nudnawy film sensacyjny w telewizji i także położył się spać. Jednak po zaledwie 30 minutach obudził go niespokojny sen Annabel. Przewracała się z boku na bok, marudziła coś, jednak chłopak nie był wstanie zrozumieć ani słowa. Pomyślał, że pewnie ma koszmar. Po chwili uspokoiła się. On wstał, poszedł do łazienki, a potem znalazł się w kuchni z głową wetkniętą w lodówkę w poszukiwaniu czegoś zimnego do picia. Złapał za butelkę soku pomarańczowego, odkręcił, pociągnął kilka łyków, po czym zamknął i odłożył na miejsce. Wrócił do pokoju i położył się obok dziewczyny. Próbował zasnąć, jednak nic z tego. Od kilku dni miał problemy ze snem. Budził się w nocy albo męczył się z zasypianiem nawet kilka godzin. Nie wiedział co jest tego powodem, ale szczególnie się tym nie przejmował. Znalazł sposób na bezsenne noce. Tym razem też powinno zadziałać. Wziął do ręki smarfona. Z szuflady wyjął słuchawki i podłączył do telefonu. Włączył wi-fi i wszedł na mobilną przeglądarkę Opera Mini. Wpisał adres strony: www.xvideos.com. Wybrał film ze strony głównej, ten najlepiej oceniany. Kiedy na ekranie akcja zaczęła się powoli posuwać na przód, jego prawa ręka powędrowała w dół i znalazła się w bokserkach.

***

       Chris odprowadził Katy pod dom. Dziewczyna była niesamowicie szczęśliwa, po dniu spędzonym z chłopakiem, który tak bardzo jej się podobał. Czuła, że się im uda, coś z tego będzie.

  - Rodzice nie będą mieli nic przeciwko, że wracasz tak późno? - Chris udawał nieco przejętego.
  - Niee. Pewnie nawet nie zauważyliby, gdybym w ogóle nie wróciła. 
  - Nie dogadujesz sie z rodzicami?
  - Bywa różnie. - Niechętnie odpowiadała. -  Musimy o nich rozmawiać?

Wydawała się podirytowana. Nienawidziła rozmawiać o rodzicach. Raczej nie byli wzorem do naśladowania, a ona nie miała zamiaru chwalić się innym, jaką to niefajną atmosferę ma w domu i jak bardzo ojca i matkę nie obchodzi ich własna córka.

  - Nie. Jak Ci się podobało popołudnie? Nie będę ukrywał, że było wspaniale. 

Posłał jej szeroki uśmiech.

  - Było naprawdę bardzo miło. Nie pamiętam, kiedy ostatnio sędziłam tak przyjemnie czas.

 Kiedy to mówiła jej policzki zalały się delikatnym rumieńcem.

  - Tak? To w takim raziem, może jutro wieczorem spacer? Nie masz żadnych planów?
  - Niee, mam wolne popołudnie. Możemy się spotkać.

W jej głosie dało się odczuć ekscytację. Na samą myśl o drugiej randce z Chrisem serce biło jej mocniej.

  - To świetnie. - Ucieszył się. - Wiesz, ja muszę iść, w końcu trochę już późno. Dziękuję za miły wieczór i w takim razie do zobaczenia jutro. - Mówiąc to ucałował ją w policzek.
  
Katy patrzyła na niego. Tak bardzo nie chciała, żeby sobie poszedł. Pod wpływem impulsu rzuciła się na niego i zaczęła całować, co Chris oczywiście odwzajemnił. 

  - Zobaczymy się jutro. - Odparł po pocałunku.
  - Wiem...
  - Dobranoc.

Dostała jeszcze jednego buziaka.

  - Dobranoc.

Chwilę poczkała przed drzwiami i patrzyła jak odchodzi. Kiedy w mroku zarys jego sylwetki zniknął szybko weszła do domu. Było zimno, jednak przez obecnośc Chrisa prawie w ogóle tego nie czuła. Pobiegła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Wzięła telefon do ręki. Chciała zadzwonić do Annabel, żeby wszystko jej opowiedzieć. Stwierdziła jednak, że jest już późno i Ann może spać, więc zdecydowała się na smsa o treści: " Jest niesamowity! Kocham go !!! <3 ". Siostra albo odpisze, albo zadzwoni. No ewentualnie uzna, że Katy jest nieco walnięta i zostawi to bez komentarza. Nastolatka położyła się do łóżka. Nie chciało jej się jeść, a kąpiel postanowiła wziąć rano. Z nadmiaru emocji nie umiała jednak zasnąć. Odliczała do kolejnego spotkania z Chrisem. Zastanawiała się nad ubiorem, makijażem, fryzurą. Chciała mu się podobać. Po ponad godzinie doszła do wniosku, że musi spać, gdyż będzie miała wory pod oczami, a to z pewnością nie pomoże wyglądać jej ładnie. Leżała jeszcze przez kilkanaście minut, aż w końcu udało jej się zasnąć. 

***

       Timy poczuł jak jego ciało zalewają błogie dreszcze. Uwielbiał to. Niesamowite uczucie. Starał się nie krzyczeć, żeby nie obudzić Ann, ale prawde mówiąc cieżko było mu się powstrzymać. Tego potrzebował. Od razu się zrelaksował. Niestety troche poplamił bokserki, a że szafka z czystą bielizną była na drugim końcu pokoju, a jemu nie chciało się wstawać, zdjął je, wytarł do nich dokładnie rękę i rzucił obok łóżka. Czuł się dobrze, ale bardziej od tego lubił zabawę z misiem. Jednak kiedy Annabel go przyłapała, postanowił więcej tego nie robić i została mu tylko ręka. No i oczywiście dziewczyna, tylko, że nie wiedzieć czemu, przy niej jego członek nie zachowywał się tak jak powinien. Można by rzec, że niestosownie. Zawiódł się na nim. A zapowiadało się wtedy tak pięknie... 

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 7

Katy zaczęła krzyczeć.

  - Co Ty robisz?
  - Spokojnie.. - Uśmiechnął się. - Chcę się powygłupiać... Masz łaskotki?

Chris łaskotał ją po brzuchu i szyji, a ona dosłownie krztusiła się ze śmiechu. Potem zdjął jej balerinki, złapał prawą nogę za kostkę i zaczął delikatnie łaskotać jej stopy. Reakcja Katy była gwałtowna, a jej śmiech wręcz szalony.

  - Niee, tylko nie to. - Powiedziała chichocząc jednodnocześnie.

Szarpała się i wyrywała, ale Chris był silniejszy. Jedną ręką ją przytrzymał, a drugą torturował jej stopę. Pomęczył ją jeszcze chwilę, po czym przestał. Katy zdyszała i zmęczona przegraną walką patrzyła na niego i powiedziała niepewnie:

  - Jak tak na mnie skoczyłeś, to myślałam, że chcesz mi zrobić coś złego. No wiesz, o czym mówię...
  - Ja? No coś Ty. Nigdy w życiu nie zrobiłbym Ci krzywdy.

Chris udawał zaskoczonego jej zarzutem. To prawda, że chodziło o to, aby ją wkońcu zaliczyć, ale nigdy nie robił tego na pierwszym spotkaniu i tak było też tym razem.

  - Wiem. Przepraszam, że tak pomyślałam.

Rzuciła mu krótki uśmiech, po czym podniosła się na łokciach i dała mu buziaka w policzek.

  - Jesteś taki kochany.
  - Wiem. - Powiedział, po czym zaczęli się namiętnie całować.


***

       Timy przyprowadził Annabel do mieszkania. Posiedzieli trochę w parku, ale zrobiło się dosyć chłodno, więc postanowili wrócić. Do tej pory Timy nie poruszał tematu ich kłótni, jednak widział, że jego dziewczynę coś męczy dlatego w końcu postanowił zapytać.

  - Ann, widzę, że coś jest nie tak, chcesz porozmawiać?

Dziewczyna spojrzała na niego smutnym wzrokiem i skinęła potwierdzająco głową.

  - Dobrze. Zrobię nam tylko gorącą czekoladę, żebyśmy się trochę ogrzali i zaraz cię wysłucham.

Ucałował Annebel w czoło i poszedł do kuchni. Dziewczyna faktycznie była przygnębiona, a to dlatego, że cały ten pomysł Timy'ego, żeby kupić motor przypomniał jej o smutnych i tragicznych chwilach sprzed kilku lat. Straciła wtedy swojego najleszego przyjaciela, a teraz bała się, że może stracić również chłopaka.

  - Już jestem.

Do pokoju wszedł uśmiechnięty Timy. Na tacy przyniósł dwa kubki gorącej czekolady i talerzyk wypełniony po brzegi słodkimi ciasteczkami w kształcie serduszek, na których wytłoczone były miłe słówka typu 'lubię', 'kocham'. Podał Annabel kubek z króliczkiem, sam wziął sobie ten z tygryskiem i czekał, aż dziewczyna zacznie wyrzucać z siebie to, co ją gryzie. Oboje milczeli przez chwilę. W końcu Annabel zaczęła mówić niepewnym głosem.

  - Timy, ja... - zawahała się - ... ja tak bardzo się o Ciebie boję...

To już wiedział. Tyle zdodał zrozumieć z tego, co mówiła podczas kłótni. Bardziej jednak interesowało go to, dlaczego tak gwałtownie zareagowała, a na jej twarzy naprzemiennie malowały się smutek i złość, czasem oba te uczucia na raz, a w niektórych momentach wydawało mu się, że nawet ból.

  - Boję się o Ciebie, bo już raz straciłam kogoś ważnego... to było 3 lat temu...

Popatrzyła na Timy'ego, a ten lekkim skinieniem głowy pokazał, że ma mówić dalej.

  - Miał na imię Dylan. Znaliśmy się od piaskownicy. Spotkaliśmy się przypadkiem na placu zabaw, kiedy miałam 4 lata. Babcia zawsze zabierała mnie tam w ładną pogodę...

Uśmiechnęła się na myśl o kochającej staruszce, jednak zaraz potem na twarz znów wdarł się smutek, gdy tylko przypomniała sobie, że tej wspaniałej kobiety nie ma już na świecie od prawie 4 lat.

 - Od tamtego czasu zaczęliśmy się kumplować, a potem przerodziło się to w przyjaźń. Chodziliśmy razem do szkoły. Dylan był bardzo lubiany, miał mnóstwo kumpli, ale zauważyłam, że to właśnie mi poświęcał najwięcej czasu...

Znowu się zawahała, ale Timy ciepliwie czekał, na ciąg dalszy.

  - Spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Nigdy się nie nudziliśmy. Oboje uwielbialiśmy aktorstwo i nawet graliśmy razem w szkolnych przedstawieniach. Oprócz tego Dylan bardzo lubił motory. Od zawsze się nimi fascynował i już od podstawówki mówił, że jak tylko zaoszczędzi troche kasy, to sprawi sobie jakąś niezłą maszynę. Jednak swój wymarzony motocykl dostał od rodziców na 16 - te urodziny. Miał bardzo dobre wyniki w nauce, więc stwierdzili, że w pełni zasłużył sobie na tak drogi prezent. Byli z niego szalenie dumni. Dylan był bardzo szczęśliwy. Nigdy nie widziałam, żeby coś bardziej go cieszyło.

Annabel zdobyła się na lekki uśmiech na myśl o jego roześmianej twarzy.

  - Na początku strasznie się wkurzał, bo nie było odpowiedniej pogody na jazdę motorem, ciągle padało. Dopiero po tygodniu wyszło słońce i mógł wreszcie wypróbować swoją 'niezłą maszynę'. Jeździł po całym mieście, ale kiedy wracał do domu...

Znów przerwała, a Timy zauważył, że z jej oczy zaczęły spływać łzy. Usiadł bliżej i przytulił Ann do siebie. Widział, że wcale nie łatwo jest jej o tym mówić.

  - ... kiedy wracał do domu za bardzo sie rozpędził...i...i stracił panowanie nad tym cholernym motorem...

Annabel zaczęła mocniej płakać.

  - Zderzył się z ciężarówką i zginął na miejscu... To była jego pierwsza i ostatnia przejażdżka...

W tym momencie prócz smutku dało się wyczuć również złość.

  - Teraz rozumiesz, dlaczego nie chcę, żebyś go kupił? Straciłam wtedy najważniejszą osobę w moim życiu. Tyle razem przeszliśmy. Zawsze był przy mnie. Nigdy nie odmówił, gdy prosiłam go o pomoc, a potem odszedł. - Mówiła ciągle płacząc, ale było widać, że chce to z siebie wyrzucić. Najwyraźniej nikomu o tym jeszcze nie opowiadała. - Nie mogłam się z tym pogodzić. Tak bardzo płakałam. Był niesamowity i wiem, że drugiego takiego człowieka już nie spotkam... Nie obraź się kochanie, ale znałam go tyle lat i chyba dopiero kiedy umarł, uświadomiłam sobie, jak bardzo go kochałam... Cierpiałam, jak nigdy. Po nocach nie spałam tylko szlochałam, nie potrafiłam jeść, wszystko wokół nie miało dla mnie znaczenia... A teraz... teraz nie chcę znów przez to przechodzić Timy, rozumiesz? Nie chcę...

Dwa ostatnie słowa wypowiedziała szeptem. Chłopak przytulił ją mocno do siebie. Widział jak bardzo to przeżywa, ale czy był gotowy zrezygnować z kupna motoru wyłącznie dlatego, żeby Annabel była spokojniejsza? W głowie zrodziła mu się myśl: "Przecież przyjeżdża tu tylko w weekendy. Nie musi wiedzieć, że go mam".

  - Dobrze... rozumiem... W takim razie kochanie, nie pojadę w środę go odebrać. Zadzwonię do tego Browna i powiem, że rezygnuję. - Skłamał.

Annabel popatrzyła na niego i jeszcze zapłakana odparła:

  - Kocham Cię...
  - Ja Ciebie też Słonko. - Odpowiedział i pocałował ją.

***

       Nicole obudził płacz dziecka. Była tak zmęczona zajmowaniem się swoją córką, że każdą wolną chwilę przeznaczała na odpoczynek i sen. Wzięła telefon do ręki. Była 17.53. Zobaczyła jedno nieodebrane połączenie: Ann. Nie przejęła się tym w ogóle i nie miała zamiaru oddzwaniać. Jej dziecko darło się w niebogłosy. 

 - Cholerny bachor. - Powiedziała przez złość.

Nicole nie kochała swojej córki. Nigdy nie chciała mieć dzieci, ale niestety 'jakimś cudem' stało się. Zajmowanie się małą Susan było dla niej męką. Poszła do jej pokoiku, wyciągnęła ją z łóżeczka i położyła na stole, żeby móc ją przewinąć, co oczywiście robiła niechętnie.

  - Czego ryczysz? - Krzyczała na nią, jakby to miało sprawić, że się uspokoi.

Małe dzieci nie potrafią leżeć spokojnie, więc u małej Susan także nie obyło się bez kopania nożkami.

  - Zamknij się wreszcie i nie ruszaj się!

Nicole była coraz bardziej wściekła. W końcu nie wytrzymała i uderzyła swoją córeczkę. Susan z bólu zanosiła się płaczem. To nie stało się pierwszy raz...

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 6

       Annabel ruszyła przed siebie. Nie była pewna dokąd chce pójść, ale miała silną potrzebę, żeby z kimś porozmawiać. Katy nie było w domu, o rodzicach nawet nie myślała, bo i tak by jej nie pomogli. Była jeszcze Nicole. W czasach liceum były najlepszymi przyjaciółkami, ale kiedy Annabel wyjechała, oddaliły się od siebie i prawie całkowicie straciły kontakt. Nic dziwnego. Ann była zajęta studiami, a Nicole, jak się okazało, była w ciąży. Matt był wspaniałym chłopakiem i bardzo ucieszył się na wieść, że zostanie ojcem, niestety jego dziewczyna w tym momencie stała się najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Była typową imprezowiczką. Całonocne wypady do dyskoteki, alkohol, czasem narkotyki, niewyobrażała sobie, że może to wszystko stracić. Teraz ich córeczka ma 3 miesiące. Nie wzięli ślubu, ale mieszkają razem. Matt bardzo się stara. Zarabia na życie pracując w dużym biurze jako asystent prezesa firmy, a Nicole zajmuje się dzieckiem. Annabel pomyślała, że w sumie sama była sobie winna. Sypiała z różnymi facetami. Czy kiedykolwiek zdradziła Matta tego Ann nie była pewna, ale wiedziała, że wcześniej takie nocne wypady kończyły się w łóżku u jakiegoś napalonego chłopaka. Nicole zawsze upierała się, że nie będzie brać pigułek, bo tylko powodują tycie, a teraz z pewnością tego żałowała. Nigdy nie chciała mieć dzieci.
         Annabel wyjęła iPhona z prawej kieszeni swojej kurtki i zawahała się. Nie była pewna czy chce to zrobić. Tyle czasu się do siebie nie odzywały. Teraz jednak czuła, że potrzebuje rozmowy i porady przyjaciółki, ale czy Nicole dalej nią była? Wybrała numer i czekała. Niestety odezwała się poczta głosowa. Zrezygnowana Annabel schowała telefon i poszła w stronę parku.

***

       Katy była zaskoczona propozycją Chrisa. Nie wiedziała co odpowiedzieć.

  - Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł...
  - Pójdziemy do mnie, porozmawiamy, może obejrzymy jakiś film, a potem odprowadzę Cię do domu - Powiedział z uśmiechem.

Jej niepewność. Dla Chrisa to było oczywiste. Nie była pierwszą taką dziewczyną i wiedział, że w końcu mu ulegnie. Nie musiał się nawet za bardzo wysilać. Wystarczył słodki uśmiech, pare miłych słówek i już zgadzały się na wszystko. 

  - Chyba jednak nie... nie dzisiaj...
  - Tak dobrze się czuję w Twojej obecności, tak wspaniale się dogadujemy. Chciałbym, żebyśmy spędzili ten wieczór razem... - Mówiąc to zbliżył się do niej.

Katy nie była pewna czego chce. Z jednej strony wydawało jej się, że to zdecydowanie za wczeście na wizyty w domu chłopaka. To była ich pierwsza randka. Ale z drugiej czuła ekscytację i wyobrażała sobie jakie to wspaniałe chwile mogliby spędzić we dwoje. Stała przed nim. On patrzył jej prosto w oczy i uroczo się uśmiechał. Ona czuła motylki w brzuchu i ledwo stała na nogach. "Nie mogę tego zrobić." - Pomyślała. "Byłabym głupia, gdybym mu odmówiła."

  - No dobrze. Zgadzam się. - Powiedziała niepewnie i posłała mu delikatny uśmiech, który Chris oczywiście odwzajemnił.
  - Więc chodźmy. To niedaleko. 

Wyszli przed budynek Chocolate Cafe. 

  - Ubierz swoją kurtkę, bo zrobiło się chłodno.
  - Masz rację - Uśmiechnęła się i założyła katankę. "Jaki on kochany" - Pomyślała.

Chris chwycił ją za rękę i poszli w kierunku jego domu.

***

       Annabel szła przez park. Słońce powoli zachodziło. Jej oczy chłonęły otaczający ją krajobraz, jak gdyby było to coś, czego nigdy wcześniej nie widziała. Usiadła na ławce. Dookoła panował spokój, a słaby wiaterek powodował, że lekki szum liści stał się przyjemny dla ucha. Myślała. Nawet nie zauważyła kiedy zrobiło się ciemno. 
       Timy zaczął się martwić o Ann. Postanowił jej poszukać. Przypuszczał, że może być w parku. Zawsze lubiła tam chodzić. O każdej porze roku i w każdą pogodę, kiedy była szczęśliwa, a także kiedy jej oczy zalane były łzami smutku lub złości. To miejsce miało jakiś urok, którego Timy nie potrafił dostrzec. Siedziała na ławce zamyślona i wpatrywała się w dal. Nie był pewien, czy już ochłonęła i jak zareaguje, ale postanowił podejść. Usiadł obok niej, ale się nie odezwał. Wydawało się, jakby Annabel w ogóle go nie zauważyła, jednak już po chwili mocno się do niego przytuliła. Timy odwazajemnił uścisk i poczuł ulgę.

  - Przepraszam... - Wyszeptał.

***

 - To Twój dom? - Zapytała podekscytowana Katy.
 - Tak, chodź. - Znowu posłał jej ten nieszczery uśmiech.

Dom był ogromny. Rodzice Chrisa byli bardzo bogaci. Wspólnie prowadzili dużą firmę. Budynek był bardzo nowoczesny. Większość znajdujących się w środku urządzeń było na pilota. Chris był jedynakiem i jak można się domyślić bardzo rozpieszczonym. Rodzice mieszkali na parterze, on zaś miał dla siebie całe piętro. 

  - Chodźmy do mojego królestwa. - Powiedział prowadząc Katy schodami na piętro.
  - Cała góra jest Twoja? - Na jej twarzy malowało się zdumienie.
  - No tak. Tak się jakoś złożyło.

Katy była zaskoczona. Zastanawiała się po co, takiemu chłopakowi jak Chris, tyle przestrzeni. 

  - Mój pokój jest na wprost. Możesz tam pójść, a ja przyniosę nam coś do picia.

Ucałował ją w policzek i poszedł korytarzem w prawo znikając po chwili za ciemnobrązowymi drzwiami. Katy rozejrzała się. Własna łazienka, kuchnia, salon z balkonem i to wszystko z pełnym wyposażeniem. "Ciekawe kto mu sprząta?" - Pomyślała. "Pewnie zatrudnili jakąś pomoc domową. Przecież ich stać." Weszła do jego pokoju. Zobaczyła wielkie łóżko. Na przeciwko niego na ścianie wisiał ogromny telewizor. Pod nim na półce znajdowała się konsola Play Station 3 Move, a obok stał regał wypełniony po brzegi grami. Na biurku leżał laptop i kilka podręczników. Tuż przy drzwiach stała ogromna szafa. Ściany były ciemne, w odcieniach szarości.

  - Podoba Ci się mój pokój? - Mówiąc to postawił na biurku butelkę Coca-Coli i dwie szklanki.
  - Tak. Jest taki duży i o dziwo bardzo przytulny. - Uśmiechnęła się do niego, a on ucałował ją w czoło.
  - To co będziemy robić? - Zapytał, choć miał już plan.
  - Hmm, nie wiem. To może obejrzymy film? - Zaproponowała, bo nie bardzo wiedziała co mogliby innego robić, choć przyszło jej jeszcze na myśl granie na konsoli.
  - A wiesz co? Ja mam inny pomysł. - Uśmiechnął się podstępnie.
  - Tak?
  - Tak - Powiedział, po czym rzucił ją na łóżko. - Trochę się zabawimy..