sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 7

Katy zaczęła krzyczeć.

  - Co Ty robisz?
  - Spokojnie.. - Uśmiechnął się. - Chcę się powygłupiać... Masz łaskotki?

Chris łaskotał ją po brzuchu i szyji, a ona dosłownie krztusiła się ze śmiechu. Potem zdjął jej balerinki, złapał prawą nogę za kostkę i zaczął delikatnie łaskotać jej stopy. Reakcja Katy była gwałtowna, a jej śmiech wręcz szalony.

  - Niee, tylko nie to. - Powiedziała chichocząc jednodnocześnie.

Szarpała się i wyrywała, ale Chris był silniejszy. Jedną ręką ją przytrzymał, a drugą torturował jej stopę. Pomęczył ją jeszcze chwilę, po czym przestał. Katy zdyszała i zmęczona przegraną walką patrzyła na niego i powiedziała niepewnie:

  - Jak tak na mnie skoczyłeś, to myślałam, że chcesz mi zrobić coś złego. No wiesz, o czym mówię...
  - Ja? No coś Ty. Nigdy w życiu nie zrobiłbym Ci krzywdy.

Chris udawał zaskoczonego jej zarzutem. To prawda, że chodziło o to, aby ją wkońcu zaliczyć, ale nigdy nie robił tego na pierwszym spotkaniu i tak było też tym razem.

  - Wiem. Przepraszam, że tak pomyślałam.

Rzuciła mu krótki uśmiech, po czym podniosła się na łokciach i dała mu buziaka w policzek.

  - Jesteś taki kochany.
  - Wiem. - Powiedział, po czym zaczęli się namiętnie całować.


***

       Timy przyprowadził Annabel do mieszkania. Posiedzieli trochę w parku, ale zrobiło się dosyć chłodno, więc postanowili wrócić. Do tej pory Timy nie poruszał tematu ich kłótni, jednak widział, że jego dziewczynę coś męczy dlatego w końcu postanowił zapytać.

  - Ann, widzę, że coś jest nie tak, chcesz porozmawiać?

Dziewczyna spojrzała na niego smutnym wzrokiem i skinęła potwierdzająco głową.

  - Dobrze. Zrobię nam tylko gorącą czekoladę, żebyśmy się trochę ogrzali i zaraz cię wysłucham.

Ucałował Annebel w czoło i poszedł do kuchni. Dziewczyna faktycznie była przygnębiona, a to dlatego, że cały ten pomysł Timy'ego, żeby kupić motor przypomniał jej o smutnych i tragicznych chwilach sprzed kilku lat. Straciła wtedy swojego najleszego przyjaciela, a teraz bała się, że może stracić również chłopaka.

  - Już jestem.

Do pokoju wszedł uśmiechnięty Timy. Na tacy przyniósł dwa kubki gorącej czekolady i talerzyk wypełniony po brzegi słodkimi ciasteczkami w kształcie serduszek, na których wytłoczone były miłe słówka typu 'lubię', 'kocham'. Podał Annabel kubek z króliczkiem, sam wziął sobie ten z tygryskiem i czekał, aż dziewczyna zacznie wyrzucać z siebie to, co ją gryzie. Oboje milczeli przez chwilę. W końcu Annabel zaczęła mówić niepewnym głosem.

  - Timy, ja... - zawahała się - ... ja tak bardzo się o Ciebie boję...

To już wiedział. Tyle zdodał zrozumieć z tego, co mówiła podczas kłótni. Bardziej jednak interesowało go to, dlaczego tak gwałtownie zareagowała, a na jej twarzy naprzemiennie malowały się smutek i złość, czasem oba te uczucia na raz, a w niektórych momentach wydawało mu się, że nawet ból.

  - Boję się o Ciebie, bo już raz straciłam kogoś ważnego... to było 3 lat temu...

Popatrzyła na Timy'ego, a ten lekkim skinieniem głowy pokazał, że ma mówić dalej.

  - Miał na imię Dylan. Znaliśmy się od piaskownicy. Spotkaliśmy się przypadkiem na placu zabaw, kiedy miałam 4 lata. Babcia zawsze zabierała mnie tam w ładną pogodę...

Uśmiechnęła się na myśl o kochającej staruszce, jednak zaraz potem na twarz znów wdarł się smutek, gdy tylko przypomniała sobie, że tej wspaniałej kobiety nie ma już na świecie od prawie 4 lat.

 - Od tamtego czasu zaczęliśmy się kumplować, a potem przerodziło się to w przyjaźń. Chodziliśmy razem do szkoły. Dylan był bardzo lubiany, miał mnóstwo kumpli, ale zauważyłam, że to właśnie mi poświęcał najwięcej czasu...

Znowu się zawahała, ale Timy ciepliwie czekał, na ciąg dalszy.

  - Spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Nigdy się nie nudziliśmy. Oboje uwielbialiśmy aktorstwo i nawet graliśmy razem w szkolnych przedstawieniach. Oprócz tego Dylan bardzo lubił motory. Od zawsze się nimi fascynował i już od podstawówki mówił, że jak tylko zaoszczędzi troche kasy, to sprawi sobie jakąś niezłą maszynę. Jednak swój wymarzony motocykl dostał od rodziców na 16 - te urodziny. Miał bardzo dobre wyniki w nauce, więc stwierdzili, że w pełni zasłużył sobie na tak drogi prezent. Byli z niego szalenie dumni. Dylan był bardzo szczęśliwy. Nigdy nie widziałam, żeby coś bardziej go cieszyło.

Annabel zdobyła się na lekki uśmiech na myśl o jego roześmianej twarzy.

  - Na początku strasznie się wkurzał, bo nie było odpowiedniej pogody na jazdę motorem, ciągle padało. Dopiero po tygodniu wyszło słońce i mógł wreszcie wypróbować swoją 'niezłą maszynę'. Jeździł po całym mieście, ale kiedy wracał do domu...

Znów przerwała, a Timy zauważył, że z jej oczy zaczęły spływać łzy. Usiadł bliżej i przytulił Ann do siebie. Widział, że wcale nie łatwo jest jej o tym mówić.

  - ... kiedy wracał do domu za bardzo sie rozpędził...i...i stracił panowanie nad tym cholernym motorem...

Annabel zaczęła mocniej płakać.

  - Zderzył się z ciężarówką i zginął na miejscu... To była jego pierwsza i ostatnia przejażdżka...

W tym momencie prócz smutku dało się wyczuć również złość.

  - Teraz rozumiesz, dlaczego nie chcę, żebyś go kupił? Straciłam wtedy najważniejszą osobę w moim życiu. Tyle razem przeszliśmy. Zawsze był przy mnie. Nigdy nie odmówił, gdy prosiłam go o pomoc, a potem odszedł. - Mówiła ciągle płacząc, ale było widać, że chce to z siebie wyrzucić. Najwyraźniej nikomu o tym jeszcze nie opowiadała. - Nie mogłam się z tym pogodzić. Tak bardzo płakałam. Był niesamowity i wiem, że drugiego takiego człowieka już nie spotkam... Nie obraź się kochanie, ale znałam go tyle lat i chyba dopiero kiedy umarł, uświadomiłam sobie, jak bardzo go kochałam... Cierpiałam, jak nigdy. Po nocach nie spałam tylko szlochałam, nie potrafiłam jeść, wszystko wokół nie miało dla mnie znaczenia... A teraz... teraz nie chcę znów przez to przechodzić Timy, rozumiesz? Nie chcę...

Dwa ostatnie słowa wypowiedziała szeptem. Chłopak przytulił ją mocno do siebie. Widział jak bardzo to przeżywa, ale czy był gotowy zrezygnować z kupna motoru wyłącznie dlatego, żeby Annabel była spokojniejsza? W głowie zrodziła mu się myśl: "Przecież przyjeżdża tu tylko w weekendy. Nie musi wiedzieć, że go mam".

  - Dobrze... rozumiem... W takim razie kochanie, nie pojadę w środę go odebrać. Zadzwonię do tego Browna i powiem, że rezygnuję. - Skłamał.

Annabel popatrzyła na niego i jeszcze zapłakana odparła:

  - Kocham Cię...
  - Ja Ciebie też Słonko. - Odpowiedział i pocałował ją.

***

       Nicole obudził płacz dziecka. Była tak zmęczona zajmowaniem się swoją córką, że każdą wolną chwilę przeznaczała na odpoczynek i sen. Wzięła telefon do ręki. Była 17.53. Zobaczyła jedno nieodebrane połączenie: Ann. Nie przejęła się tym w ogóle i nie miała zamiaru oddzwaniać. Jej dziecko darło się w niebogłosy. 

 - Cholerny bachor. - Powiedziała przez złość.

Nicole nie kochała swojej córki. Nigdy nie chciała mieć dzieci, ale niestety 'jakimś cudem' stało się. Zajmowanie się małą Susan było dla niej męką. Poszła do jej pokoiku, wyciągnęła ją z łóżeczka i położyła na stole, żeby móc ją przewinąć, co oczywiście robiła niechętnie.

  - Czego ryczysz? - Krzyczała na nią, jakby to miało sprawić, że się uspokoi.

Małe dzieci nie potrafią leżeć spokojnie, więc u małej Susan także nie obyło się bez kopania nożkami.

  - Zamknij się wreszcie i nie ruszaj się!

Nicole była coraz bardziej wściekła. W końcu nie wytrzymała i uderzyła swoją córeczkę. Susan z bólu zanosiła się płaczem. To nie stało się pierwszy raz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz