niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 6

       Annabel ruszyła przed siebie. Nie była pewna dokąd chce pójść, ale miała silną potrzebę, żeby z kimś porozmawiać. Katy nie było w domu, o rodzicach nawet nie myślała, bo i tak by jej nie pomogli. Była jeszcze Nicole. W czasach liceum były najlepszymi przyjaciółkami, ale kiedy Annabel wyjechała, oddaliły się od siebie i prawie całkowicie straciły kontakt. Nic dziwnego. Ann była zajęta studiami, a Nicole, jak się okazało, była w ciąży. Matt był wspaniałym chłopakiem i bardzo ucieszył się na wieść, że zostanie ojcem, niestety jego dziewczyna w tym momencie stała się najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Była typową imprezowiczką. Całonocne wypady do dyskoteki, alkohol, czasem narkotyki, niewyobrażała sobie, że może to wszystko stracić. Teraz ich córeczka ma 3 miesiące. Nie wzięli ślubu, ale mieszkają razem. Matt bardzo się stara. Zarabia na życie pracując w dużym biurze jako asystent prezesa firmy, a Nicole zajmuje się dzieckiem. Annabel pomyślała, że w sumie sama była sobie winna. Sypiała z różnymi facetami. Czy kiedykolwiek zdradziła Matta tego Ann nie była pewna, ale wiedziała, że wcześniej takie nocne wypady kończyły się w łóżku u jakiegoś napalonego chłopaka. Nicole zawsze upierała się, że nie będzie brać pigułek, bo tylko powodują tycie, a teraz z pewnością tego żałowała. Nigdy nie chciała mieć dzieci.
         Annabel wyjęła iPhona z prawej kieszeni swojej kurtki i zawahała się. Nie była pewna czy chce to zrobić. Tyle czasu się do siebie nie odzywały. Teraz jednak czuła, że potrzebuje rozmowy i porady przyjaciółki, ale czy Nicole dalej nią była? Wybrała numer i czekała. Niestety odezwała się poczta głosowa. Zrezygnowana Annabel schowała telefon i poszła w stronę parku.

***

       Katy była zaskoczona propozycją Chrisa. Nie wiedziała co odpowiedzieć.

  - Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł...
  - Pójdziemy do mnie, porozmawiamy, może obejrzymy jakiś film, a potem odprowadzę Cię do domu - Powiedział z uśmiechem.

Jej niepewność. Dla Chrisa to było oczywiste. Nie była pierwszą taką dziewczyną i wiedział, że w końcu mu ulegnie. Nie musiał się nawet za bardzo wysilać. Wystarczył słodki uśmiech, pare miłych słówek i już zgadzały się na wszystko. 

  - Chyba jednak nie... nie dzisiaj...
  - Tak dobrze się czuję w Twojej obecności, tak wspaniale się dogadujemy. Chciałbym, żebyśmy spędzili ten wieczór razem... - Mówiąc to zbliżył się do niej.

Katy nie była pewna czego chce. Z jednej strony wydawało jej się, że to zdecydowanie za wczeście na wizyty w domu chłopaka. To była ich pierwsza randka. Ale z drugiej czuła ekscytację i wyobrażała sobie jakie to wspaniałe chwile mogliby spędzić we dwoje. Stała przed nim. On patrzył jej prosto w oczy i uroczo się uśmiechał. Ona czuła motylki w brzuchu i ledwo stała na nogach. "Nie mogę tego zrobić." - Pomyślała. "Byłabym głupia, gdybym mu odmówiła."

  - No dobrze. Zgadzam się. - Powiedziała niepewnie i posłała mu delikatny uśmiech, który Chris oczywiście odwzajemnił.
  - Więc chodźmy. To niedaleko. 

Wyszli przed budynek Chocolate Cafe. 

  - Ubierz swoją kurtkę, bo zrobiło się chłodno.
  - Masz rację - Uśmiechnęła się i założyła katankę. "Jaki on kochany" - Pomyślała.

Chris chwycił ją za rękę i poszli w kierunku jego domu.

***

       Annabel szła przez park. Słońce powoli zachodziło. Jej oczy chłonęły otaczający ją krajobraz, jak gdyby było to coś, czego nigdy wcześniej nie widziała. Usiadła na ławce. Dookoła panował spokój, a słaby wiaterek powodował, że lekki szum liści stał się przyjemny dla ucha. Myślała. Nawet nie zauważyła kiedy zrobiło się ciemno. 
       Timy zaczął się martwić o Ann. Postanowił jej poszukać. Przypuszczał, że może być w parku. Zawsze lubiła tam chodzić. O każdej porze roku i w każdą pogodę, kiedy była szczęśliwa, a także kiedy jej oczy zalane były łzami smutku lub złości. To miejsce miało jakiś urok, którego Timy nie potrafił dostrzec. Siedziała na ławce zamyślona i wpatrywała się w dal. Nie był pewien, czy już ochłonęła i jak zareaguje, ale postanowił podejść. Usiadł obok niej, ale się nie odezwał. Wydawało się, jakby Annabel w ogóle go nie zauważyła, jednak już po chwili mocno się do niego przytuliła. Timy odwazajemnił uścisk i poczuł ulgę.

  - Przepraszam... - Wyszeptał.

***

 - To Twój dom? - Zapytała podekscytowana Katy.
 - Tak, chodź. - Znowu posłał jej ten nieszczery uśmiech.

Dom był ogromny. Rodzice Chrisa byli bardzo bogaci. Wspólnie prowadzili dużą firmę. Budynek był bardzo nowoczesny. Większość znajdujących się w środku urządzeń było na pilota. Chris był jedynakiem i jak można się domyślić bardzo rozpieszczonym. Rodzice mieszkali na parterze, on zaś miał dla siebie całe piętro. 

  - Chodźmy do mojego królestwa. - Powiedział prowadząc Katy schodami na piętro.
  - Cała góra jest Twoja? - Na jej twarzy malowało się zdumienie.
  - No tak. Tak się jakoś złożyło.

Katy była zaskoczona. Zastanawiała się po co, takiemu chłopakowi jak Chris, tyle przestrzeni. 

  - Mój pokój jest na wprost. Możesz tam pójść, a ja przyniosę nam coś do picia.

Ucałował ją w policzek i poszedł korytarzem w prawo znikając po chwili za ciemnobrązowymi drzwiami. Katy rozejrzała się. Własna łazienka, kuchnia, salon z balkonem i to wszystko z pełnym wyposażeniem. "Ciekawe kto mu sprząta?" - Pomyślała. "Pewnie zatrudnili jakąś pomoc domową. Przecież ich stać." Weszła do jego pokoju. Zobaczyła wielkie łóżko. Na przeciwko niego na ścianie wisiał ogromny telewizor. Pod nim na półce znajdowała się konsola Play Station 3 Move, a obok stał regał wypełniony po brzegi grami. Na biurku leżał laptop i kilka podręczników. Tuż przy drzwiach stała ogromna szafa. Ściany były ciemne, w odcieniach szarości.

  - Podoba Ci się mój pokój? - Mówiąc to postawił na biurku butelkę Coca-Coli i dwie szklanki.
  - Tak. Jest taki duży i o dziwo bardzo przytulny. - Uśmiechnęła się do niego, a on ucałował ją w czoło.
  - To co będziemy robić? - Zapytał, choć miał już plan.
  - Hmm, nie wiem. To może obejrzymy film? - Zaproponowała, bo nie bardzo wiedziała co mogliby innego robić, choć przyszło jej jeszcze na myśl granie na konsoli.
  - A wiesz co? Ja mam inny pomysł. - Uśmiechnął się podstępnie.
  - Tak?
  - Tak - Powiedział, po czym rzucił ją na łóżko. - Trochę się zabawimy..

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 4

  - Heej.

Katy rzuciła się na siostrę.

  - Cześć, co słychać? - Odpowiedziała Annabel odwzajemniając uścisk.
  - W porządku. A gdzie Timy?
  - Był dziś umówiony z facetem z komisu. Chyba planuje zmienić auto. Być może dołączy do nas później. A dlaczego pytasz? Wydawało mi się, że zbytnio za nim nie przepadasz.

Katy wzruszyła ramionami.
  
  - Tak tylko. Zdziwiła mnie jego nieobecność. Zawsze przychodził z Tobą, przez co nie mogłyśmy normalnie pogadać. We wszystko się wtrąca, jakby to on wiedział lepiej. - Przewróciła zabawnie oczami.
  - No z tym akurat się zgodzę. Raczej bywa zbędny na naszych spotkaniach. - Mówiąc to uśmiechnęła się. - A co u Ciebie? Wyglądasz na dość podekscytowaną.
  - Nie uwierzysz! Chris zaprosił mnie na kawę. Dzisiaaaj. - Katy wyszczerzyła się szeroko
  - Chris?! Czy to przypadkiem nie ten, którego zdjęcie trzymałaś pod poduszką i całowałaś przed snem?
  - Ejj! Jesteś okropna. - Szturchnęła siostrę.
  - Czyli to jednak ten. - Uśmiechęła się. - Ale czy on według Ciebie naprawdę jest taki przystojny? - Powiedziała Annabel udając zdziwioną. 
  - Tak, tak, tak! To najlepsze ciacho w szkole! Nie znasz się. Wystarczy spojrzeć na Timy'ego, żeby to wiedzieć.
  - Nieprawda! To Ty nie masz gustu.
  - Jasnee. Niech Ci będzie. Ja i tak wiem swoje. To będzie najwspanialsza randka na świecie. Będzie miło i romantycznie. Chris na pewno o to zadba. - Mówiła szczęśliwa Katy malując wyobraźnią cudowne wizje ich spotkania.
  - Żebyś się nie zdziwiła. 
  
Katy rzuciła siostrze złowrogie spojrzenie, ale na jej twarzy szybko ponownie pojawił się uśmiech.

  - A jak w domu? 

Annabel pytając, w zasadzie znała już odpowiedź. W ich rodzinie od co najmniej 10 lat było tak samo. Zapracowana matka, jeszcze bardziej zapracowany ojciec, osamotnione i nieszczęśliwe córki. Zero jakiegokolwiek zainteresowania i wsparcia ze strony rodziców. A jeśli już, któraś z dziewczyn odważyła poprosić się o pomoc, ojciec zarzucał jej kilkoma zielonymi banknotami myśląc, że dzięki temu problem się rozwiąże.

  - To co zwykle. - Katy wzruszyła ramionami i wyraźnie posmutniała.
  - Gdyby się coś działo, wiesz, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. Wiem, że na rodziców raczej nie ma co liczyć.
  - Jasne. - Odpowiedziała, po czym szybko zmieniła temat. - A co u Was? Raczej nie wyglądasz najlepiej, coś nie tak?
  - Wszystko okej. - Powiedziała bez przekonania.
  - Na pewno? Wyglądasz jakbyś była co najmniej po nieudanym seksie. - Katy powiedziała to, co pierwsze przyszło jej na myśl.

Annabel popatrzyła na nią zaskoczona.

  - Co? Zgadałam?
  - Taa.
  - Muhahahaha, ale jestem dobra. - Humor od razu jej powrócił. - Co, aż tak kiepski jest? Hahahah, a może ma za małego?

Katy była wyraźnie rozbawiona.

  - Nie, po prostu mu opada. - Annabel odpowiedziała poirytowana. Jej facet nie potrafił jej zaspokoić.
  - Hahahahahah, a to dobre. - Nie mogła powstrzymać śmiechu. - Czyli nie wyszło?
  - Nie. - Odparła ze złością, a w duchu pomyślała "kuźwa, z misiem jakoś mu wychodzi".

***

       Timy niezmartwiony tym co stało się rankiem, a może raczej tym, do czego nie doszło, pojechał do komisu na obrzeżach miasta. Był tam umówiony z facetem, który sprowadzał z zagranicy prawie nieużywane motory.
       Ostatnim razem, kiedy Timy miał dniówkę w warsztacie, po odbiór swojego naprawionego już sprzętu zgłosił się pewien chłopak. Jego motor był wspaniały i od początku zrobił wrażenie na młodym mechniku. Timy'emu od dziecka podobały się motocykle, ale nigdy nie było go stać, aby sobie taki sprawić. Postanowił podpytać chłopaka skąd wziął takie cudo i za ile. Jimmy, bo tak się przedstawił, opowiedział jak udało mu się nabyć ten wspaniały motor niedaleko stąd i po dogodnej cenie. Dał Timy'emu namiary na faceta z komisu, pana Browna i zachęcił go do zakupy, bo jak twierdził, naprawdę się opłacało. Młody mechanik zadzwonił tam i od razu umówił się na spotkanie. Był bardzo podekscytowany. Jego marzenie wreszcie mogło się spełnić. Miał jeszcze trochę pieniędzy po babci, których z pewnością wystarczy na jakiś wypasiony motor. 
       Pan Brown był facetem około czterdziestki, średniego wzrostu i o sympatycznej twarzy. Zaprosił Timy'ego do swojego gabinetu, gdzie na laptopie pokazał mu katalog dostępnym modeli motocykli. Timy od razu wybrał piękną czerwoną Hondę. Pan Brown wykonał telefon potwierdzający zamówienie, a chłopakowi wręczył kartkę, na której widniała data zapłaty i odbioru motoru. Zadowolony Timy pożegnał się i szybko wsiadł do swojego starego samochodu.
  
  - Muszę powiedzieć o tym Annabel. Na pewno będzie zaskoczona. - Powiedział, po czym ruszył w kierunku centrum miasta.

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 3

       Annabel była tak zmęczona, że zasnęła gdzieś w czterdziestej minucie filmu. Timy widząc, że jego dziewczyna śpi ucałował ją delikatnie w czoło i szepnął:

  - Dobranoc Ann. Kocham Cię.

Postanowił jednak doodglądać tę 'głupkowatą' według Annabel komedię. Nigdy nie przeszkadzało mu, że w filmach pojawiały się wątki seksu, a akurat ten, który wybrał w całości się na tym opierał. Po tym, co stało się wieczorem Timy zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście z nim wszystko w porządku, ale szybko doszedł do wniosku, że jak najbardziej jest okej.
       Annabel wierciła się niespokojnie. Miała sen. Obraz był rozmyty, ale zauważyła Timy'ego. Nie był sam. Obok stał jakiś inny, wysoki facet. Oboje ubrani byli na czarno. Pojawiła się biała mgła. Oboje zniknęli. Wyłoniły się skały. Wielkie spadziste zbocze. Teraz mgła była czarna, mroczna. Straszne odgłosy połączone z przeraźliwym piskiem. Krzyki. To dziewczyna. Darła się w niebogłosy. Coś się stało. Coś strasznego. Koszmar. Annabel nie mogła tego znieść. Czuła, że tam jest. Znajduje się pośród tego zła. Wiedziała, że śni. Nie potrafiła wytrzymać. Chciała się obudzić. Nie mogła. Coś powodowało, że czuła się uwięziona. Poczuła jakby rozsadzało jej głowę. Chciała krzyczeć. Nie była wstanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Zaczęła się rzucać i miotać z całych sił. I nagle to wszystko zniknęło. Przerażona Annabel obudziła się. Rozejrzała się dookoła. Była w pokoju Timy'ego. Odetchęła. Bolała ją głowa i czuła nieco piekący ból w oczach. Wstała i poszła do łazienki. Zapaliła światło i zobaczywszy swą twarz w lustrze, przestraszyła się. Wyglądała okropnie. Jej oczy były podkrążone, jakby nie spała co najmniej dwie noce. Włączyła zimną wodę, przemyła twarz, a kiedy wytarła ją niebieskim ręcznikiem swojego chłopaka, na którym wyhaftowany był napis "Najseksowniejszy facet na świecie", zauważyła, że wygląda już prawie normalnie. Przeniosła się do kuchni, pogrzebała w szafkach i znalazła jakieś tabletki od bólu głowy. Nalała do szklanki zimnej wody i zapiła lek, po czym wróciła do łóżka Timy'ego. Usiadła i otuliła się ciepłą kołdrą.

  - Co to było? - Wyszeptała.

Timy w tym czasie przewrócił się na drugi bok. Annabel była zdezorientowana. Nigdy wcześniej nic takiego jej się nie przytrafiło. Co prawda jako dziecko miewała koszmary, w których to goniły ją niedobre duchy, albo jakaś świrnięta czarownica chciała zjeść, ale to chyba normalne. Każde dziecko ma czasem złe sny. Ciągle myślała i ciągle było to dla niej niezrozumiałe. Zmęczona, powiedziała po chwili prawie bezgłośnie:

  - Mam złe przeczucia...

Opadła na łóżko. Wtuliła się w Timy'ego i zasnęła. Teraz spała już spokojnie, a jej sny były przyjemne i kolorowe.

***

       Katy wstała wczesnym rankiem. Rodzice jeszcze spali, ale to i tak nie miało znaczenia, bo śniadanie od pierwszej klasy przygotowywała sobie sama. Teraz zrobiła sobie tosty. Nie musiała się spieszyć. Była sobota, więc dzień wolny, choć dziewczyna miała już plany. Poprzedniego wieczoru dostała wiadomość od Annabel, że ta przyjeżdża do Timy'ego i ma zamiar zjeść z nią dziś razem obiad. Katy lubiła, kiedy siostra pojawiała się weekenami w mieście. Były bardzo zżyte, a to za sprawą wiecznie zapracowanych rodziców, którzy nie potrafili poświęcić swoim córkom nawet godziny dziennie. Kiedy dowiedziała się, że Annabel wyjeżdża na studia, była zła i miała pretensje do siostry, że ta chce ją zostawić z tym wszystkim samą, ale z czasem gniew minął i teraz są najlepszymi przyjaciółkami. Popołudnie zaś miała spędzić czas z Chrisem. Miało to być nie lada wydarzenie. Chris był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w szkole i wszystkie 14-latki wzdychaly na jego widok. Jeśli ta randka wypali, Katy będzie najszęśliwszą nastolatką na świecie i będzie się przechwalać koleżankom, a przez szkolne korytarze będzie kroczyć z dumą na twarzy, trzymają za rękę swojego chłopaka, który jest największym ciachem w całym gimnazjum. 

***

       Timy i Annebel obudzili się prawie w tym samym czasie. Oboje byli wypoczęci. Promienie wiosennego słońca wpadały przez okno do pokoju tym samym go rozjaśniając. 

  - Dzień dobry kochanie. - Powiedział Timy z uśmiechem i pocałował swoją dziewczynę. 
  - Dzień dobry słodziaku. - Odpowiedziała i mocno się do niego przytuliła. 

Chwilę tak poleżeli, po czym Annabel wstała i poszła do łazienki. Kiedy wróciła, Timy stał w drzwiach. Spojrzał jej głęboko w oczy.

  - Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie, wiesz? Mam u swego boku piękną dziewczynę, którą kocham nade wszystko i dla której zrobię wszystko. Jesteś takim moim promyczkiem, wiesz? Który sprawia, że każdy mój dzień jaśnieje i jest piękny. Kocham Cię.

Annabel pomyślała, że to słodkie i szeroko się uśmiechnęła. Timy najpierw zbliżył się i ucałował ją w czoło. Jego buziak był delikatny jak motyl, jak wietrzyk niosący woń pierwszych tej wiosny kwiatów. Później zaczął ją namiętnie całować. Annabel szybko odwzajemniła pocałunek. Timy był coraz bardziej podniecony, oparł dziewczynę o ścianę i zaczął pieścić jej piersi przez koszulkę. Ona bardzo to lubiła, często pozwalała, żeby ją w ten sposób dotykał. Nigdy jednak nie zgodziłą się na coś więcej. Teraz było inaczej. Nie miała żadnych oporów i to napaliło Timy'ego jeszcze bardziej. Całował szyję i ramiona, a jego dłonie badały każdy kawałek jej rozpalonego ciała. W końcu zdjął jej koszulkę. On dotykał jej piersi, ona muskała dłońmi jego klatkę piersiową. Nie mogli się od siebie oderwać. Ich pieszczoty stały się coraz intensywniejsze, a pocałunki mnożyły się. Timy stanowczym ruchem położył Annabel na łóżku. Pozbyli się ostatnich sztuk bielizny. Dziewczyna zobaczyła jego stojącego na baczność członka i ucieszyła się w duchu, że tak bardzo go podnieca. Timy zaczął całować jej piersi i schodził coraz niżej, a kiedy Annabel poczuła, że pieści ją językiem zaczęła jęczęć z rozkoszy. Chwilę później chłopak prosił o rewanż. Dziewczyna nie za bardzo była przekona, czy jest gotowa to zrobić, ale przełamała opory i wzięła jego nabrzmiałego członka do buzi. Lizała i ssała, a kiedy widziała, że Timy jęczy i mu się podoba, poczuła się wyjątkowo. Ich ciała płonęły, a delikatny dotyk partnera sprawiał, że podniecenie sięgało zenitu. Chłopak spojrzał jej w oczy:

  - Chcesz to zrobić? - Zapytał lekko dysząc, ale tak naprawdę wiedział, że jest gotowa.
  - Tak, chyba tak. - Odpowiedziała niepewnie. 

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 2

      Timy, ubrany już w dżinsy i koszulkę z napisem "Jestem Bogiem", siedział zawstydzony na łóżku obok Annabel. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.

  - Nie mogę uwierzyć... - Zaśmiała się. - Obejrzałam w życiu mnóstwo 'filmów dla dorosłych', ale w żadnym nie było faceta, który by się tak darł. Kobiety owszem, ale faceci? - Ciągle się śmiała. - Hahahah i dlaczego robiłeś to z pluszowym misiem?!

Timy nic nie odpowiedział. Było mu strasznie głupio i wstyd. Jego dziewczyna przyłapała go jak onanizował się misiem, ukochaną przytulanką z dzieciństwa. Annabel bez przerwy się śmiała, ale widząc, że Timy nie jest zbyt rozmowny, postanowiła pójść do kuchni, żeby zrobić coś do picia.

  - Herbatka? A może coś zimnego, żebyś mógł ochłodzić się po tak gorączych przeżyciach? - Zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy.

Tak naprawdę nie chciała być dokuczliwa, ale to co widziała tak ją rozbawiło, że nie potrafiła się powstrzymać od docinek. Pomyślała, że w końcu może być niezaspokojony. Odkąd są razem nie doszło jeszcze do żadnego zbliżenia. Ale dlaczego miś? Nie mógł zrobić tego ręką? No widocznie nie mógł. Przestała się nad tym już zastanawiać. Zrobiła ciepłą herbatę, kanapki z pomidorem i majonezem, takie jakie lubił i wróciłą do pokoju, w którym na nią czekał.

  - Może coś obejrzymy? - Zaproponowała.

Annabel co prawda była gadułą i jak zaczynała coś opowiadać to potrafiła nawijać bez końca, ale tego wieczoru nie miała zamiaru rozmawiać sama ze sobą, a tak się czuła, bo Timy prawie w ogóle się nie odzywał. Chciała, żeby trochę się rozluźnił i zapomniał o tej (jakże zabawnej) sytuacji sprzed 20 minut. Stwierdziła, że film to całkiem dobry pomysł.

  - Timy, kochanie wyluzuj. - Uśmiechnęła się. - Wiesz jak bardzo Cię kocham.. - mówiąc to usiadła mu na kolanach. - ..przecież nie zostawię Cię tylko dlatego, że zaspokajałeś się w taki.. hmm.. nietypowy sposób.

Timy spojrzał na nią smutny wzrokiem, po czym odparł:

  - Tak mi głupio Ann..

Ann to zdrobnienie od jej imienia - Annabel. Tak bardzo lubiła, kiedy w ten sposób się do niej zwracał. Uważała, że to słodkie.

  - Już dobrze skarbie, przecież nie musisz mi się tłumaczyć.. Zapomnijmy o tym. - Odparła spokojnym tonem i ucałowała go w czoło.

Wiedziała, że jest mu głupio, ale nie miała zamiaru go przesłuchiwać. Sama była troche winna. Mogła uprzedzić Timy'ego, że przyjedzie, a nie skaładać mu niezapowiedzianej wizyty. Wtedy pewnie uniknęliby tej niezręcznej sytuacji.

  - To może jakaś komedia? - Zaproponował, teraz juz bardziej pewny siebie.
  - Jasne, wybierz jakąś fajną, a ja pójde do kuchni po coś słodkiego. - Uśmiechnęła się szeroko. Była wręcz czekoladoholikiem i nigdy nie potrafiła się oprzeć słodyczom. - Jakoś straciłam ochotę na kanapki.
  - Czemu mnie to nie dziwi. - Odwazjemnił uśmiech.

Annabel pogrzebała trochę w kuchennych szafkach i znalazła swoją ulubioną czekoladę "kupił specjalnie dla mnie" - pomyślała, paprykowe chipsy wsypała do miski i wzięła jeszcze żelki w kształcie słodkich, małych miśków. Położyła to wszystko na tacę obok 2-litrowej Fanty i szklanek, i ruszyła do pokoju. Timy siedział przy biurku odwrócony do niej bokiem. Marszczył brwi wystukując coś na klawiaturze. Odłożyła jedzenie obok laptopa. Jego włosy sterczały we wszystkie strony dodając mu tym samym niesamowitego uroku.

  - Znalazłem coś takiego, co myślisz? - Zapytał stojącą nad nim Annabel.

Dziewczyna zerknęła na krótki opis fabuły. "Dupy nie urywa, staniki nie latają" - pomyślała. Timy nie był zbyt wymagający, ale Ann stwierdziła, że dziś już nie będzie się z nim kłócić o film i może obejrzeć jedną z tych małowartościowych amerykańskich komedii.

  - Czemu nie? - Odparła z lekkim uśmiechem, co oczywiście oznaczało, że się zgadza.

Timy wziął laptopa, a Annabel przygotowaną przez siebie tacę z przekąskami. Chceli się jakoś wygodnie ułożyć na łóżku. Początkowo Ann położyła smakołyki między nimi, żeby łatwiej było im obu sięgać, ale Timy'emu najwyraźniej to nie odpowiadało, bo odstawił miski na szafkę obok łóżka, a dziewczynę przygarnął do siebie zamykając ciasno w objęciach. Annabel oparła głowę o jego klatkę piersiową wsłuchując się w rytm jego serca, jednocześnie rozkoszując się bliskością i ciepłem, które od niego bije. Zaciągała się jego zapachem, który tak bardzo uwielbiała. W jej głowie pojawiła się myśl: "Chcę, żeby już zawsze tak było."

Rozdział 1

       Była 22:47. Annabel wysiadła z autobusu zarzucając na ramię swoją niebieską torbę z Nike. Schowoła białego iPhona do prawej kieszeni czarnej skórzanej kurtki i ruszyła przed siebie. Wybrała drogę przez park. Był oświetlony latarniami, więc się nie bała, ale gdyby nie było świateł pewnie spanikowałaby i wybrała inną trasę. Była zmęczona. Spędziła 2 godziny w niewygodnym autobusie. Przyjechała do swojego chłopaka. Timy, bo tak miał na imię, mieszkał tu od 1,5 roku, a Annabel stąd pochodziła, ale 7 miesięcy temu wyjechała na studia. Timy'ego poznała 9 miesięcy temu, kiedy poszła z przyjaciółką do cukierni i zrobiła z siebie idiotkę wsadzając cały kawałek ciasta do ust ręką. O mało się wtedy nie udławiła. Założyła się z Nicole o piwo, więc dlaczego miałaby tego nie zrobić. Timy był tam wtedy z kumplem i widząc tę komiczną sytuację, postanowił się dosiąść. Od razu wpadł jej w oko. Wysoki, szczupły brunet, niebieskie oczka, słodki uśmieszek i lekki zarost, no ideał! Pogadali trochę, wymienili się numerami i tak zaczęła się ich znajomość. Timy dostał tutaj mieszkanie w spadku po babci. W szkole nie był orłem, skończył zawodówkę, a teraz od czasu do czasu dorabiał u mechanika, gdyż całkiem nieźle szło mu grzebanie w starych, zajechanych autach. Robił to w zasadzie dla zabicia czasu, a nie pieniędzy. Razem z mieszkaniem babcia zostawiła mu trochę kasy. Poszczęściło mu się, bo był jej jedynym i ukochanym wnukiem.
       Szła stawiając zdecydowane kroki na wybrukowanym chodniku. Dookoła nie działo się nic nadzwyczajnego. Minęła bezdomnego siedzącego pod jednym z drzew i popijającego "Wyborową" z gwinta. Kawałek dalej, na ławce jakieś dzieciaki się zabawiały. Dzieciaki, bo z pewnością nie miały więcej niż 14, ewentualnie 15 lat.

  - I pomyśleć, że ja w tych czasach, mając 19 lat jestem jeszcze dziewicą. Chyba coś ze mną nie tak.

Nie była wielce zaskoczona. W klasie jej młodszej siostry - Katy, 2 dziewczyny spodziewały się dziecka, a jedna zeszłej zimy została mamą. Widok gimnazjalistów uprawiających seks już prawie nikogo nie dziwił. No może ewentualnie stare, zdruzgotane babcie, które nie potrafiły pojąć tego, co dzieje się z dzisiejszą młodzieżą.
       Lubiła samotne spacery wieczorami. Był to czas, kiedy zwykle robiła porządek w swoich myślach. Teraz zastanawiała się, czy ktoś w ogóle za nią teskni. Rodzice są wiecznie zapracowani. Nigdy nie mieli czasu ani dla niej, ani dla Katy, dlatego też Annabel bardzo zżyła się z siostrą, bo prócz siebie nie miały nikogo. Ojciec jest prezesem w banku, wiecznie siedzi w swoim gabinecie i grzebie w papierach, matka zaś jest sekretarką w drugiej co do wielkości, dobrze prosperującej firmie budowlanej w mieście. Wszyscy dookoła wiedzieli, że często sypia z kolegami z pracy, ale ta nie czuła sie winna. Kiedy pewnego dnia Annabel zapytała ją, dlaczego zdradza ojca, odpowiedziała, że ten nie potrafi jej zaspokoić, w co dziewczyna nie wierzyła, gdyż praktycznie każdej nocy, słyszała za ścianą baraszkujących rodziców. Prawda jest jednak taka, że nigdy ani matka, ani ojciec nie przejmowali się jej życiem. Wyjechała na studia, a to było jak uwolnienie. W domu była traktowana jak powietrze, a jeśli już coś się działo, to ona była wszystkiemu winna. Na szczęście rodzice sporo zarabiają i opłacają jej zarówno naukę, jak i mieszkanie, czy jedzenie, ale to w zasadzie wszystko, nie są wstanie dać jej czegoś więc, prócz pieniędzy. Dlatego też Annebel rzadko ich odwiedzała. Było jej jedynie szkoda Katy, która musi z nimi mieszkać, ale kiedy przyjeżdżała do Timy'ego, zawsze znalazła też czas dla młodszej siostry.
       Minęła właśnie jedno z osiedli. Tam, w zielonym bloku na 8. piętrze mieszkał David. Jeden z tych dupków, którzy rozkochiwali ją w sobie tylko po to, żeby zaliczyć. Zawsze tak sie to kończyło. Najpierw kawa, potem kino, spacer, jedna randka, druga, a potem "chodźmy do mnie, może coś obejrzymy?". No właśnie, tylko że oni mówiąc "obejrzymy" mieli na myśli " chce pooglądać cię nago". Była głupia, łudziła się, że "ten będzie inny, ten na pewno mnie pokochał", ale zawsze było tak samo. Rozczarowanie i smutek.
       Teraz było inaczej. Miała kogoś, kto na nią czeka, a przynajmniej tak jej się wydawało. Pokochała go od pierwszego wejrzenia i mimo tego, że nie miał wysokiego wykształcenia, ani zbyt dobrej pracy, a wiadomo, pieniądze babci kiedyś się skończą, kochała go za to jaki jest dobry i wspaniały. Była bardzo szczęśliwa, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Szkoda tylko, że dzieli ich tyle kilometrów. Timy jednak obiecał, że w przyszłym roku się przeprowadzi, jeśli tylko uda mu się sprzedać mieszkanie po babci, a tam znaleźć jakieś przyzwoite w dogodnej cenie. Annabel niestety nie miała możliwości przeniesienia się do niego, bo nie było szkoły filmowej w jej mieście, a od dziecka marzyła o aktorstwie, a dojeżdżanie każdego dnia byłoby bardzo uciążliwe. Teraz po tygodniu przyjechała stękniona za swym słodkim i kochanym Timy'm. Zmierzała właśnie do jego mieszkania. Nie powiedziała mu wcześniej, że przyjeżdża, chciała żeby to była niespodzianka. Już sobie wyobrażała jego zdziwioną minę i to, jak rzuci mu się w objęcia. Nie mogła się tego doczekać. Miała swój klucz do mieszkania, a dzięki temu, mogła go jeszcze lepiej zaskoczyć. Dostała go od Timy'ego, żeby mogła zawsze wejść, gdyby coś się działo i czegoś potrzebowała.
       Stała pod drzwiami, znalazła w torbie breloczek miśka, do którego doczepiony był klucz i szybko je otworzyła. Mieszkanie było dość duże: 2 duże pokoje, 2 mniejsze pokoiki oraz łazienka i kuchnia. Teraz panowała w nim ciemność. Annabel pomyślała, że pewnie nikogo nie ma, bo nie wierzyła, że Timy, tak wcześnie położyłby się spać. Weszła do środka i usłyszała szmery i ciche dźwięki dochodzące z wnętrza. Zamknęła drzwi, odłożyła torbę pod ścianę i zdjęła swoje białe Conversy po czym spokojnym krokiem, ale w duchu podekscytowana, zaczęła zmierzać w kierunku jego pokoju. Nagle usłyszała przeraźliwy krzyk Timy'ego. Natychmiast przyspieszyła kroku, nie wiedziała co się dzieje. Pierwszą jej myślą było to, że ktoś może robić mu krzywdę. "Morderstwo" - Pomyślała przerażona. Tyle się teraz o tym słyszy. Kiedy otworzyła drzwi, nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Jej słodki i kochany chłopak był nagi i uprawiał seks z pluszowym misiem, a krzyk był wynikiem jego orgazmu.